...czyli RĘKO?TWORY bez granic, wolna twórczość wszelakiego rodzaju,dokonana nie tylko ręką, ale duszą i każdym zmysłem pozwalającym odbierać świat...PODKARPACKIE, bo każdy ma swoją Małą Ojczyznę z której wyruszamy w podróż życia, co nie oznacza, że nie chcemy poszerzać naszych horyzontów, wręcz przeciwnie nasza droga jest kręta i otwarta na wszystkie sfery, obszary, napotkane miejsca i ludzi...ZAPRASZAMY!

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Spotkanie "Podkarpackich Rękotworów" z Grupą Rzeszów !

W niedzielę 29.04.2012r odbyło się organizacyjne spotkanie "Podkarpackich Rękotworów" z  grupą Rzeszów.
 Miło mi, że idea Rękotworów została tak entuzjastycznie podjęta przez mocny zespół
organizacyjny:) a uczestnicy są chętni do pracy i nowych wyzwań, jak udział w konkursie, czy
odtwórstwo średniowieczne.Cieszę się, że doszło do połączenia sił i burzy mózgów "co dwie głowy, to nie jedna..."
 Między innymi myślimy nad założeniem Stowarzyszenia,a żeby się nie powielać
zapraszam do Aurinki, Ona najlepiej to opowiedziała:

http://aurinka.blogspot.com/2012/04/podkarpackie-rekotwory-pierwsze.html?sh

                                źródło   fot. blog Aurinki
Ja również dziękuję serdecznie Monice, za zorganizowanie spotkania!

niedziela, 29 kwietnia 2012

Pan Koralik, Dariusz Gołębiewski- Honorowy Uczestnik Naszego Konkursu i Członek Grupy Podkarpackie Rękotwory:)

 Spotkałam na swojej zawiłej drodze Pana Koralika, Dariusza Gołębiewskiego, pielgrzyma, obieżyświata, człowieka wielkiej wiary we własne marzenia, wielkiej determinacji,  siły i odwagi w dążeniu do ich realizacji.Podziwiam Go za to wszystko i cieszę się, że przyjął zaproszenie do Podkarpackich Rękotworów i zgłosił chęć udziału w naszym konkursie.
Powierzył mi w związku z tym piękną, misterną, pracę:
                                   Krywulka Łemkowska
Prawa autorskie zastrzeżone/All rights reserved http://www.mmostrowiec.pl/artykul/zdjecie-ozdoby-z-koralikow-sprzedawane-sa-na-rozmaitych-imprezach-krywulka-lemkowska-czerwon
"Krywulki to tradycyjna biżuteria karpacka, wytwarzana ręcznie od Łemkowszczyzny po Huculszczyznę i Karpaty Marmaroskie. Każdy z tych regionów ma swoje charakterystyczne odmiany, kolorystykę i wzornictwo, znajdujące odzwierciedlenie w haftach, rzeźbach, kolorowych pisankach czy obrazach - dla wszystkich wspólna jest jednak technika wytwarzania. Na cienką, mocną nić lub drucik, ręcznie lub przy użyciu specjalnych krosien nanizywano setki kolorowych koralików, które układając się w geometryczny wzór tworzyły piękną ozdobę stroju damskiego i męskiego."
O Darku, bo tak pozwolił do siebie mówić, słyszałam w radiowej "Jedynce" w reportażu Pani Joanny Sikory. Zafascynowała mnie Jego historia, zrobiło mi się wtedy wstyd, że czasem mi się nie chce
i umyka mi cel własnej wędrówki...Zapragnęłam zobaczyć te Darkowe cudeńka i poznać
Go osobiście , nie przypuszczałam, że to nastąpi tak nieoczekiwanie i szybko.
Kiedy na rzeszowskim deptaku zobaczyłam osobliwego artystę ze swoim zaczarowanym stoiskiem, pełnym koralikowych różności, od razu wiedziałam, że to Pan Koralik:)
 Zachwyciła mnie Jego szczerość, otwartość na ludzi i wiara w nich. Zaimponował mi również niesamowitym poczuciem humoru i pamięcią. 
 W jednej sekundzie dostrzegł błędy w wydruku ulotki, którą mu dałam, jestem jego dłużniczką...
Pamiętam Darku o Twojej korekcie i naszej umowie:)
Teraz wierzę, że  To spotkanie przyniesie mi szczęście, tak jak skarabeusz wykonany przez Darka!
Życzę wszystkim, żeby spotkali na swojej drodze Pana Koralika!

http://www.polskieradio.pl/80/1007/Artykul/460303,Pan-Koralik-%E2%80%93-Joanna-Sikora-(PR-Bialystok)

http://www.radio.bialystok.pl/reportaz/index/n/67855

http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/bezdomny-dariusz-golebiewski-nawleka-koraliki-az-zdoby-mieszkanie_216351.html

http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110116/REPORTAZ/933663306

http://galeria-trzepaka.blogspot.com/2012/02/pan-koralik.html

wtorek, 24 kwietnia 2012

Kielich- kunsztowne naczynie domowe, wykonane przez bednarza. Powiększamy zbiory .


"[...]Technika ręcznego wytwarzania naczyń była tajemnicą każdego bednarza, skrupulatnie pilnowaną i przekazywaną tylko następcy, którym najczęściej był syn. W przydomowych warsztatach powstawały różnej wielkości beczki, kadzie, wiadra, konewki, balie, a także czerpaki, kielichy, łyżki i maślnice. Rodzaj użytego drewna zależał od przeznaczenia przedmiotu[...]"  

http://www.szlakrzemiosla.pl/s/rzemiosla/mode/article/id/23 

 Więcej informacji na stronie mini etnoMuzeum Rękotworów

wtorek, 17 kwietnia 2012

Drzewa umierają stojąc...


 Odkąd sięgam pamięcią zawsze była pod moim oknem...
Razem rosłyśmy, a potem rosły z nią moje dzieci.
Ona i jej siostry wierzby były jedyną oazą zieleni na naszym szarym blokowisku.
Zachwycała swoją bujną "grzywą" drobniutkich, zwisających aż do ziemi gałązek.
Była piękna i zadziwiająca o każdej porze roku i przy każdej pogodzie.
Niecierpliwa wiosną, najwcześniej wypuszczała maleńkie seledynowe pączki, pośród których gnieździły się słowiki, dając wieczorami mistrzowskie koncerty śpiewu.
Latem wśród gęstwiny gałązek, dawała schronienie umęczonemu spiekotą ptactwu, które jak do matki, ,  wracało w bezpieczne miejsce,  podczas rozszalałej ulewy, czy burzy. W pooranej przez czas, wierzbowej korze, ostre dziobki całymi godzinami  wyszukiwały smacznego pożywienia, gramoląc się i świergoląc niemiłosiernie na wszystkie możliwe ptasie głosy.
 Jesienne deszcze obmywały żółknące listki, które potem w słonecznym blasku lśniły i mieniły się barwnymi refleksami, to znowu  z rozkoszą dygotały na wietrze, by wreszcie pokazać całą swoją okazałość w tańcu z potężnym i srogim halnym. Pokłoniło mu się  niejedno tęgie drzewo, z głośnym trzaskiem łamane w pół,  te słabsze padały do jego stóp,  wydarte bezlitośnie z korzeniami, a moja wierzba wciąż trwała na swoim posterunku pod oknem.
 Lubiłam rankiem je otworzyć i zamiast okiennych oczodołów  z naprzeciwka,  zobaczyć monumentalną koronę , otoczoną aureolą wschodzącego słońca. Patrzyły wtedy na mnie dawno już obudzone i ciekawskie ptaki, stali rezydenci drzewa, zmieniający się o każdej porze roku.
 Zimą olbrzymie i lśniąco-pióre krukowate, ześlizgiwały się po ośnieżonych konarach, przeskakiwały z jednego miejsca na drugie, urządzały głośne gonitwy wśród gałęzi, strzepując przy tym śnieg, który mieniąc się spadał na dół wielkimi czapami. 
Dla nich i dla ich letnich mniejszych braci zmienników, korona starej wierzby była ogromnym placem zabaw, miłosnych uniesień, źródłem pożywienia, wypróbowanym schronieniem i prawdziwym, bezpiecznym domem.
Dla mnie...wspomnieniem dzieciństwa, poczuciem bezpieczeństwa i spokoju. 
Każdego ranka witałam ją i licznych jej mieszkańców  z okna mojej mansardy i wiedziałam, że świat się jeszcze nie skończył, a ja muszę przetrwać każdą zawieruchę mojego życia, tak jak ona.
Tej wiosny cieszyłyśmy się obydwie, że wreszcie nadchodzą cieplejsze dni, że pierwsze wędrowne ptaki kokoszą się znowu w znajomych zakamarkach wierzbowych, że uwijają się tam i z powrotem z wiórkami, piórkami, trawkami w małych dziobkach, budując bezpieczne gniazdka, że wyśpiewują miłosne poranne trele, że dzięki temu wszystkiemu  chce się żyć...
Dzisiaj nie obudziły mnie głośne przekomarzania ptaków w jej koronie, ale dźwię piły łańcuchowej,  przemieszany  z wulgarnymi, głośnymi okrzykami robotników.
Przerażona skoczyłam do okna...
Zdążyłam zobaczyć wyciągnięte do mnie, nagie już ramiona mojej wierzby 
i robotnika na podnośniku, który z narzędziem zbrodni w obu dłoniach zamierzał się na nie...
Opadły z głośnym hukiem na miękką poduchę ze ściętych wcześniej delikatnych, seledynowych gałązek...nie minęło dużo czasu, jak jednym cięciem powalono olbrzymi pień.
Moja PŁACZĄCA WIERZBA PRZYJACIÓŁKA, towarzysząca mi wiernie przez 47 lat nie żyje,  a wraz z nią odeszło wszystko, co w niej żyło...Ona już i nigdy nie "płakała", płakałam ja...
Dlaczego właśnie ona i dlaczego teraz, kiedy obudzona wiosennym słońcem i nieznanym nikomu innemu roślinnym instynktem, z wielką siłą zaczęła  czerpać życiodajne soki, żeby wypuścić na koniuszku każdej gałązki takie maleńkie, kosmate zieloniutkie cuda, powielone w milionach bliźniaczych egzemplarzy?Dlaczego właśnie teraz, kiedy tak bardzo była gotowa by żyć?
...Zbiegłam na dół, serce mi mocno biło, łzy cisnęły się do oczu, kiedy weszłam na puste miejsce, jak po wyrwanym zębie. Zebrałam resztki kory, drzazgi i kilka gałązek, znowu  powstanie kolejny Anioł...Anioł Wierzbowy... Rękotwór..tak powstają moje wszystkie ANIO ŁY  natury. 
Dzień dobry, drzewa, polskie drzewa!
 Wiatr Wam ballady swoje śpiewa
i rozczesuje wasze liście, co w oczach mienią się srebrzyście.

Dzień dobry, drzewa, polskie drzewa!
Wiosenna poi was ulewa, 
a potem grzeje ciepłe słońce
i słychać znów słowików koncert

[...]Dzień dobry, drzewa, polskie drzewa!  
Wiosna was szczodrze przyodziewa
i trwacie tak na naszej ziemi
na przemian w bieli i w zieleni!

     / Włodzimierz Ścisłowski
/

                

wtorek, 3 kwietnia 2012

I KONKURS RĘKODZIEŁA " PODKARPACKIE RĘKOTWORY"

                               I KONKURS RĘKODZIEŁA
                        "PODKARPACKIE RĘKOTWORY"
                                                   ZASADY KONKURSU:
 Grupy wiekowe:
I Konkurs Rękodzieła "Podkarpackie Rękotwory" skierowany jest do dorosłych  twórców rękodzieła z terenu Podkarpacia, zarówno amatorów, jak i  tych, którzy rękodziełem zajmują się profesjonalnie.
Temat: 
Praca powinna posiadać tytuł i opis tłumaczący jej treść- interpretację hasła "Podkarpackie Rękotwory", oraz powinna dotyczyć naszego regionu i zawierać, związane z nim wyraźne elementy.
Zgłoszenia: 
Zgłoszenia zawierające: imię i nazwisko, telefon, e-mail, oraz krótką notatkę o sobie i swojej twórczości,  należy przesyłać drogą elektroniczną na adres:
podkarpackie_rekotwory@interia.pl
do dnia: 30.06.2012r, liczy się data e-maila. Po czym, zgłoszone osoby zostaną powiadomione tą samą drogą, o dalszym toku postępowania.
Wymogi plastyczne:
Prace tworzymy dowolną techniką, ale używamy do ich powstania materiałów pozyskanych z recyclingu.
Ocenianie i nagrody:
Prace zostaną ocenione przez jury, w skład którego wejdą zaproszeni artyści i osoby współpracujące z nami.
Każdy uczestnik otrzyma dyplom za udział w konkursie, a wyłonieni trzej zwycięscy oprócz dyplomów statuetki PODKARPACKICH RĘKOTWORÓW, w zależności od zdobytego miejsca: złotą, srebrną, brązową.
Wszystkie prace będą wystawione na I Pokonkursowej Wystawie "Podkarpackich Rękotworów"( miejsce i czas zostaną podane osobno), połączonej ze spotkaniem, oraz dodatkowymi atrakcjami.

SERDECZNIE ZAPRASZAMY!
 



                                                                  
  

Piękny, wiekowy RĘKOTWÓR ...w naszej kolekcji

"Rzeszowianki nosiły białe koszule z haftami, zdobione kołnierzykami. Wkładały spódnice zakrywające kolana, w różnych odcieniach granatu lub zieleni, zdobione u dołu tasiemkami. Na koszulę zakładano czarny, sznurowany gorset, który był ozdabiany różnokształtnymi i barwnymi cekinami. Na szyi noszono czerwone korale. Przepasywało się białym fartuchem z naszytymi kolorowymi koronkami. Panny nosiły na głowie wianki a mężatki kolorowe chusty"

http://pl.wikipedia.org/wiki/Str%C3%B3j_rzeszowski 

Więcej na ten temat na stronie: mini etnoMUZEUM Rękotworów!

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

mini etnoMUZEUM Rękotworów - kolekcja rośnie:)

WRZECIONO TYPU RUSKIEGO ( ORENBURSKIE)
  to przyrząd służący do przędznia ręcznego, poprzedzający lub niekiedy zastępujący te same czynności
przy użyciu kołowrotka, zbliżone do tego typu przyrządów używanych we wczesnym Średniowieczu.
Pierwsze kołowrotki powstały prawdopodobnie w Indiach ok. XI wieku i były tylko nieco rozbudowanym zestawem kądzieli i wrzeciona, a  proces przędzenia nie był jeszcze ciągły, jak w przypadku póżniejszego kołowrotka nożnego.
Wiecej informacji i zdjęć na stronie: mini etnoMUZEUM Rękotworów