...czyli RĘKO?TWORY bez granic, wolna twórczość wszelakiego rodzaju,dokonana nie tylko ręką, ale duszą i każdym zmysłem pozwalającym odbierać świat...PODKARPACKIE, bo każdy ma swoją Małą Ojczyznę z której wyruszamy w podróż życia, co nie oznacza, że nie chcemy poszerzać naszych horyzontów, wręcz przeciwnie nasza droga jest kręta i otwarta na wszystkie sfery, obszary, napotkane miejsca i ludzi...ZAPRASZAMY!

wtorek, 6 listopada 2012

Psie serce.Mała...WIELKA historia...Ami i Taj, no i Tinka!


"...Ratując jednego psa, nie zmienimy świata...ale świat zmieni się dla tego jednego psa..."

...Przyplątali się razem, a może ktoś ich podrzucił? To dobrze, że wykazał chociaż tyle człowieczeństwa, że nie przywiązał gdzieś w lesie, w niedostępnych paryjach, tylko podrzucił w największym zamieszaniu, w tłumie ludzi i wydarzeń...
 Tak mogło być, ale czy tak było?
 Mogło się to wszystko śnić, ale nie śniło, bo kiedy wszystko ucichło a  ludzie się rozjechali i rozeszli, zostały namacalne, żywe istoty, bezdomne i bezradne...dwa psy.
"Mały", bo psie dziecko( na zdjęciu to ten duży:) szczeniak i jego" duża", bo dorosła( na zdjęciu to ta mała:) mama?, mamka?, przyjaciółka? najwierniejsza pod słońcem i najbardziej oddana, opiekuńcza, kochana...maleńka, czarnulka, sunia....Ami:*
 Mała jak pchełka, nie odstępowała na krok wielkiego, pewnie nie swojego  szczeniaka, który naśladował ją we wszystkim i wszystkiego się od niej uczył. To dzięki niej przetrwał kilka swoich pierwszych, życiowych miesięcy, miesięcy bez człowieka, ale ze swoją Ami, Amusią-" Mamusią"!
 Szczeniak Taj był zupełnie beztroski, radosny i zadowolony z życia, nawet takiego jakie miał, bo nie wiedział, nie przypuszczał, że może być inaczej...
Bezgranicznie wszystkim ufał, kochał wszystkich a cały świat wydawał mu się bezpieczny i piękny.
Czasem tylko zamyślał się na małą chwilkę...
ale nawet wtedy nie zastanawiał się na pewno, nad sensem swojego życia...i zagrożeniami czyhającymi na każdym kroku na bezpańskiego, bezdomnego psa..
To mała Ami dbała o wszystko, o czym nie miał pojęcia szczeniak...
 Wybierała drogi z daleka od ludzkich domostw, stawała do walki o niego z największymi psami i tak im potrafiła"nagadać", szczerząc przy tym drobne ząbki i przybierając bojową postawę małym ciałkiem, że o dziwo tamte podwijały ogony pod siebie i wolały zejść jej z drogi, nie zaczepiając szczeniaka, nawet nie patrząc w jego stronę! Czuły respekt przed bojową suczką.

Ami potrafiła zadbać też o wiecznie pusty brzuszek szczeniaka i nakarmić go, polując na ptaka a nawet szczura!
Dobrze mu było u jej boku...dobrze im było razem...
Taj odpłacał  się Ami jak tylko umiał...bronił jej przed złaknioną "kobiecych wdzięków" watahą wiejskich psów, a kiedy nadeszła pora pierwszych przymrozków, ogrzewał drobną sunię swoim, pokaźnych już rozmiarów , wilczurzastym ciałem.
  ...ale nic by nie dały Tajowskie zabiegi, gdyby mrozy i śniegi zastały ich porzuconych samotnie i pozostawionych samym sobie. Ami bardzo marzła, Taj nie zdawał sobie sprawy z tego co się dzieje z nim i z jego dzielną dotąd opiekunką. Tylko człowiek mógł im pomóc, jego ogień i jak on gorące ludzkie serce...
 Na szczęście w porę, psy znalazły swojego człowieka:)
 Taj trafił do "kochającego" domu z ogrodem i drugim szczeniakiem do towarzystwa... "pisze"do nas od czasu do czasu, donosząc, żebyśmy się nie martwili, że wszystko u niego OK:D, no i  że nas kocha i nigdy o nas nie zapomni!
 Ami zyskała małą jak ona, psią przyjaciółkę Tinusię, która ku zaskoczeniu wszystkich "na dzień dobry"oddała jej  swoją miskę, budę, poduszeczkę i zabawkę, a nawet Panią...no może Tą Ostatnią tak niezupełnie do końca;) i nikt nie wie dlaczego tak się stało, jaką moc i magię miała w sobie Ami, że wydawałoby się rozpieszczona dotąd, wychuchana od szczeniaczka, jedynaczka  Tinka, wykazała się taką wyrozumiałością i pokorą...jakich psich opowieści wysłuchała...?
Jedno jest pewne, obydwie sunie razem ze szczeniakiem udowodnili nam jak niesamowicie pojemne są psie serduszka...i zaskakujące oddanie dla tych, którym je oddadzą i pokochają...
Mała Wielka Tinka podpisuje się czterema łapkami pod moim tekstem i zapewnia, że tak było i jest naprawdę:)
...a żeby sprawiedliwości stało się zadość, muszę dodać, że Tinka została TAK DOBRZE wychowana po psiemu i przyjęta z otwartym serduchem przez wspaniałą suczkę Dianę, uratowaną siedem lat temu z krakowskiego schroniska:)
Już niedługo, nasze sunie zaproszą na swojego bloga:"Psią łapą pisane", gdzie będzie można poczytać co myślą i czują, poznać ich przygody i koleje losu, a przede wszystkim razem z nimi pomóc niejednemu zwierzakowi w potrzebie:D
   

1 komentarz:

  1. Diana odeszła 25.11.13r o godz.11...nowotwór rozrósł się w jej ciałku i nic się nie dało zrobić...Tęsknię za Nią bardzo i na zawsze będzie w moim sercu!

    OdpowiedzUsuń