...czyli RĘKO?TWORY bez granic, wolna twórczość wszelakiego rodzaju,dokonana nie tylko ręką, ale duszą i każdym zmysłem pozwalającym odbierać świat...PODKARPACKIE, bo każdy ma swoją Małą Ojczyznę z której wyruszamy w podróż życia, co nie oznacza, że nie chcemy poszerzać naszych horyzontów, wręcz przeciwnie nasza droga jest kręta i otwarta na wszystkie sfery, obszary, napotkane miejsca i ludzi...ZAPRASZAMY!

poniedziałek, 25 listopada 2013

Psia, a jakże LUDZKA PRAWDZIWA PRZYJACIÓŁKA...

Dzisiaj o godz.11 odeszła DIANA, moja prawdziwa Przyjaciółka,...psia, ale jakże ludzka...9 długich, a jakże krótkich lat, towarzyszyła mi wiernie, darząc bezgraniczną, bezinteresowną  miłością, na jaką tylko stać psa...Wypatrzyłam Ją w internecie, w ogłoszeniu krakowskiego schroniska. Wybrałam właśnie Ją spośród innych szczeniaków z którymi miała trafić za kraty, ale jeszcze była w tzw. poczekalni u siostry właścicielki schroniska, czekając na wyrok, albo na swojego człowieka. Zostałam tym człowiekiem, pokochałyśmy się od pierwszego wejrzenia...na zawsze. Była Siostrą moich Dzieci, bo taj Je traktowała, jak Rodzeństwo z miotu, a ja...byłam Mamusią Stada, no i był jeszcze Pan, ale to inna historia!Czy dałam Jej wszystko, na co zasługiwała? Starałam się...na miarę moich możliwości, a Ona dzieliła ze mną wszystkie dole i niedole, nie użalając się nawet przez moment...gotowa zjeść drzwi, jeżeli za nimi stanął ktoś, kto zagrażał mnie, albo mojej-naszej rodzinie i nic nie musiał mówić, Ona to wiedziała i czuła bez słów...Była piękną, mądrą i kochaną Psią damą...bardzo za nią tęsknię i na zawsze będzie w moim sercu.
PSIE SERCE

                     
                                                                   IN MEMORIAM
                                            moim psom:siostrze i braciom Diany
Na tęczowym moście Diana spotkała swoją siostrę Karinkę i braci Szarika, Bursztynka, Murzynka, Kazana, wierne Psiny, towarzyszące mi w różnych okresach życia całym swoim ciałkiem i sercem. Spotka też Te, które bardzo krótko zagościły u mnie w świecie realnym: Bariego i Sajana i Te, które, bardzo chciały żebym była Ich człowiekiem, ale los zakotwiczył Je gdzie indziej: Cygana, Czarusia, Piątkę...A kiedyś...za kilkadziesiąt lat, spotka Te, które znalazły wspaniałe domy a w nich Swoich Człowieków: Taja i Ami, Tinkę:)


 ps. 27.11.13r
-Ogonów machanie, robienie ogonem wiatraczka na widok swoich człowieków, a nawet machanie całym ciałkiem...jak to tylko one potrafią...
-Oddtańcowywanie rytualnego pląsu wokół człowieków, stawanie na dwu łapskach, łapach i łapiskach, proszenie nie wiadomo o co, podawanie łapy, potem drugiej...i tak w kółko...
-Obłapianie tymi łapami człowiekowych kolan, albo jak się da to wyżej i jeszcze wyżej, a żeby wyżej to trzeba czasem podskoczyć na nóżkach sprężynkach...w zależności ile się ma wzrostu...
 -Kładzenie siedzącym człowiekom na ramiona swoich łap i zaglądanie głęboko w oczy, albo niuchanie ucha, albo przejechanie jęzorem po twarzy, albo wreszcie przytulenie się całym jestetstwem, wręcz wbicie w człowieka, żeby dać znać, że nie ma się co martwić, ani zajmować czym innym, bo ma się przecież psa...
-Wścibianie nosów we wszystkie nie swoje i swoje sprawy,
-Sprawdzanie co człowieki przyniosły w siatach, reklamówkach, torbach, torebeczkach, a nawet kieszeniach i to właśnie koniecznie śliskim, mokrym nochalem...
-Bieganie z radości tam i z powrotem bez końca, albo zatracenie się w gonitwie za własnym ogonem, jeżeli się go ma, a nawet jak się nie , to co...
-Blokowanie pyskiem człowiekom drzwi do łazienki, bo CHCE się wejść i MUSI się wejść z nimi...albo uwalenie się za łazienkowymi drzwiami i uszczelnienie wszystkch szpar, jakby za chwilę miała wybuchnąć bomba atomowa i najbezpieczniejszym miejscem dla człowieków była łazienka...
-Wierne czekanie pod drzwiami wejściowymi, aż człowieki wrócą, choćby to miało nie wiem ile trwać, a najgorsze jest to, że wtedy się nie je i nie pije, dopiero się nadrabia wszystko po ich powrocie...a jak nie wrócą...czekanie, czekanie, czekanie, nieraz do grobowej deski...
-Podbijanie człowiekowej ręki koniecznie z książką, albo z filiżanką, bo głaskanie psa jest najważniejsze, ważniejsze od wszystkiego...i musi się odbyć TU i TERAZ...
-Czekanie w napięciu rano, aż człowieki otworzą choćby jedno oko, choćby mrugną i to koniecznie w pozie nad człowiekiem, albo ostatecznie w pozycji strategicznej naprzeciw...
-Uwalenie się całym ciałem na człowieka, który wreszcie tę powiekę uchylił i witanie go jakby powrócił z Marsa...
-Takie samo szczere w miłosnym uniesieniu witanie, ile razy by człowiek nie wychodził i nie wracał do psa...bo wraca zawsze przecież do psa...a psu się tak samo dłuży wyjście na pięć minut jak na pięć lat...
-Wyłapywanie z potoku człowiekowych słów, tych, które koją i łechczą psie uszy, bo pozostałych nie musi się znać: pies, miska, chodź(niekoniecznie), idziemy(zawsze), masz(zawsze), daj(niekoniecznie), idź(niekoniecznie), siad( ostatecznie), łapa(no dobrze), wróć( nie zawsze), śliczny/a( zawsze, zawsze)...i wiele innych potrzebnych psu...
-Przewracanie się na plecy z łapskami w górze i czekanie na człowiekową pieszczotę, powtarzanie tego rytuału tyle razy ile chce pies...
-Drapanie pazurzastą łapą w człowieka, żeby mu przypomnieć o istnieniu i konieczności głaskania psa, a przypominać trzeba co chwilę, bo zapominalskie jakieś człowieki są...
-Strzelanie pustą miską  na środek człowiekowej budy, żeby się koniecznie potknął i zobaczył, pożałował psa i napełnił wodą, a jeszcze chętniej czymś konkretnym, a to konkretne to nie psie chrupy, ani karma z puchy(fuj!), tylko oczywiście różowiutkie( przypuśćmy), świeżutkie( niekoniecznie), pachnące( może być inaczej) mięsko bez paskudnej wkładki z makaronu, kaszy, albo z ryżu...człowieki, to marni kucharze...
- kładzenie się obok, bliziutko, jak najbliżej...dotykanie choćby wąsikiem, dreptanie za człowiekiem tam i z powrotem, śledzenie każdego ruchu, wyłapywanie najmniejszego westchnienia...

Jeżeli to WSZYSTKO znacie, to rozumiecie CZEGO mi brak i za CZYM, KIM tak bardzo tęsknię! Jeżeli nie macie, to życzę Wam TAKICH przeżyć, całym sercem, a kiedyś zrozumiecie...

ps.27.12.2013r

PO DRUGIEJ STRONIE TĘCZY...
ps. 14.01.2015r
Tinka, Tinusia, Titinka, Titusia...maleńka istotka, kochająca najbardziej w swoim psim świecie swoją Panią Lidzię całym małym, wielkim Serduszkiem, całym Ciałkiem, całą Sobą, ale i nas...tak, że ogonek chciało oderwać w nieustającym wiatraczku, tak, że łapki bolały od proszenia w siadzie nie wiadomo dokładnie o co...na pewno o kochanie...NIE ŻYJE... zginęła tragicznie! Trafiła do swojej opiekunki z dzieciństwa Dianusi i innych naszych piesków i już jest dobrze, pięknie i tęczowo i jest nieustająca miłość, bo jest tam jej Ukochana Pani Lidzia, która zginęła w tym dniu 19.12.2015r razem z nią... 

BARDZO TĘSKNIMY ZA WAMI!
  

6 komentarzy:

  1. LEGENDA O TĘCZOWYM MOŚCIE
    "Po naszej stronie nieba na pewno jest miejsce zwane Tęczowym Mostem. Przychodzi tu po śmierci każde zwierzę, dla którego mocniej biło czyjeś serce. Są tam łąki i wzgórza, po których biegają nasi przyjaciele. Zawsze świeci słońce i jest pod dostatkiem jedzenia. Wszystkie zwierzęta, które były chore, są znów zdrowe, tak jak pamiętamy je z najlepszych czasów. Są szczęśliwe i nie trapią się niczym z jednym wyjątkiem-każde tęskni za jedną specjalną osobą, którą musiało gdzieś tam zostawić...
    Zwierzęta biegają i bawią się razem,ale dla każdego przychodzi dzień kiedy nagle staje i spogląda w dal. Oczy zaczynają mu błyszczeć, uszy łowią dźwięki, ciało drży naprężone. I nagle zwierzę zostawia grupę, mknie po zielonej trawie, łapy niosą je coraz szybciej...
    Zobaczył Ciebie!...
    Na twarzy czujesz cieply język, rękę położysz na ukochanym łbie i znów spojrzysz w wierne oczy swojego psa, który odszedł z Twojego zycia,ale nie zniknął z Twojego serca.
    A potem razem przekroczycie Tęczowy Most."
    TERAZ JESTEM W TĘCZOWYM MOŚCIE - to tytuł książki ale również to mówią jej -naszej psiej przyjaciółki-oczy -migdałowe oczy, gdy teraz tam stoi i patrzy w dal-wypatrując stronę z której musiała odejść. TERAZ JESTEM W TĘCZOWYM MOŚCIE mówi do nas patrząc nam w oczy ponad czasem i zdarzeniem. Jeżeli swego psa uważasz za członka rodziny-to czytając tę książkę, przekonasz się ze nie jesteś odosobniony-Jeżeli traktujesz swojego psa przedmiotowo książka ta sprawi, że na pewno spojrzysz na niego inaczej.-Jeżeli w ogóle nie masz psa-to być może po lekturze tej książki pojedziesz po niego do najbliższego schroniska dla zwierząt. Jeśli właśnie rozpaczasz po stracie swojego przyjaciela-znajdziesz tu zrozumienie i nadzieję, że jeszcze się kiedyś spotkacie...Bo czy legenda może się urzeczywistnić i Twój pies który już odszedł, czeka na Ciebie w miejscu zwanym Tęczowym Mostem, aby razem przejść na drugą stronę Nieba? Temat tyleż trudny, co kontrowersyjny. Na to pytanie nie znajdziemy w książce odpowiedzi ale...znajdziemy nadzieję. Bo jeżeli bowiem bardzo czegoś pragniemy, to wiara i myśl ludzka mają moc niezmierzoną...
    Ja również tęsknię za Nią bardzo...

    OdpowiedzUsuń
  2. ANIELSKIE OGONY

    "Czy Anioł może być... psem?
    Anioł jest posłańcem Bożym. A pies? Pies jest tylko psem. A co, jeśli Bóg wykorzystuje psa, aby zatroszczyć się o człowieka?
    Życie nie zawsze jest usłane różami, dlatego kochający Ojciec dał człowiekowi przyjaciół, wyjątkowych nauczycieli, cichych towarzyszy, aby nas wspierali. Nieraz cztery łapy i zimny nos może być czymś najlepszym, co nam się w życiu przytrafiło.
    Anielskie ogony to zbiór poruszających historii ludzi i... psów."-to taka refleksja pochodząca z książki ANIELSKIE OGONY

    Zarówno DIANA jak jej siostra i bracia nie pojawili się w naszym życiu bez powodu i przez przypadek bo....w życiu nie ma przypadków. Każdy z tych anielskich ogonów był jak plaster na palące rany, troski i smutki. Pies...to taki cichy towarzysz który zawsze wie kiedy w jakim momencie ma położyć ciepły łebek na kolanie swojego człowieka, jak popatrzyć mu w oczy, kiedy polizać rękę i kiedy dotknąć policzka swoim mokrym zimnym nosem. Nasze psy które nam dane jako stróże w każdej sekundzie życia swojego człowieka wiedzą jak się zachować i co robić by nas wesprzeć w trudnych chwilach.

    DIANA to kolejny pies który był kochany całym sercem i który kochał całym psim sercem - a teraz stoi na tęczowym moście i swoim migdałowym spojrzeniem mówi- "nie płacz bo idę opowiedzieć innym braciom i siostrom że byłam bardzo kochana przez człowieka" -nie każdemu psu jest to dane na tej ziemi - a co najdziwniejsze każdy pies kocha człowieka bez względu na wszystko...

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby DIANA umiała pisać -napisałaby książkę o wyjątkowej miłości jaką spotkała tu na ziemi i o wyjątkowej miłości jaką potrafiła kochać swoją Panią i ludzkie stado w którym żyła przez dziewięć lat uratowana od krat - i jestem przekonana że byłaby to wyjątkowo piękna książka o miłości między człowiekiem a psem do samego końca drogi prowadzącej do Tęczowego Mostu

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak..., to wszystko mądre i piękne, Siostro!
    Cóż znaczyłby świat i nasze życie bez Tych Braci i Sióstr Mniejszych...? Kto by nas bezgranicznie kochał i ufał nam? Człowiek...?
    Niestety "Homo, Homini lupus es..." Chociaż właściwie nie rozumiem do końca, bo wilki to piękne i mądre stworzenia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Człowiek nigdy tak do końca nie będzie wiedział jak wielką miłością, lojalnością i wiernością obdarza go jego Mniejszy Brat i Mniejsza Siostra, bo....człowiekowi nawet do głowy nie przychodzi że one mają uczucia, że czują ból, czy cierpią z powodu rozstania. Człowiek rzadko drugiego człowieka traktuje jak Człowieka, rzadko sam zachowuje się jak człowiek - dlatego nie potrafi dostrzec tych maleńkich milczących anielskich ogonów a tym bardziej pojąć na czym polega ich miłość wierność przyjaźń lojalność. Cóż znaczyłby świat i nasze życie bez Tych Braci i Sióstr Mniejszych?....byłby ubogą, szarą, głuchą przestrzenią na której nie byłoby bezinteresowności i miłości. Nie byłoby radości z czyjegoś powrotu do domu, kudłatego ciepła wtulającego się w zmarznięte stopy w zimowe wieczory. Nie byłoby błysku szczęścia w migdałowych oczach z powodu spaceru przez las. Gdyby Bóg stworzył tylko ludzi a nie dal im do towarzystwa psów, kto by ich ostrzegał przed wrogiem, bronił i wspierał w trudnych chwilach?
    "Profesor Wilson prowadzi spokojne życie. Mieszka z dala od zgiełku wielkiego miasta, a rytm jego życia określają proste rytuały budujące codzienną rutynę. Pewnego wieczoru jego życie zmieni się jednak w sposób diametralny i zaskakujący. Wracając z pracy podmiejskim pociągiem, Parker znajduje bowiem psa, uroczego pulchnego szczeniaka o rozbrajająco niewinnym spojrzeniu. Kiedy przygarnie małego przybłędę, rozpocznie się jeden z najpiękniejszych romansów jego życia. Z dnia na dzień między psem i jego właścicielem umacniać się będzie miłość, która rozmiękczy nawet serce sceptycznej profesorowej nieskorej do tego, by dzielić dom z sierścionośnym czworonogiem. Wkrótce uroczy Hachiko każdego dnia będzie towarzyszył profesorowi w drodze na okoliczną stację kolejową. Przyjaciele i znajomi profesora przekonają się, że psia wierność nie jest wcale czczą legendą. Bo gdy pewnego dnia profesor nie wraca o zwyczajnej porze, pies czeka aż przyjedzie ostatni pociąg i kiedy i tym pociągiem nie przyjeżdża jego pan - Hachiko wraca samotnie do domu, po to aby codziennie o zwykłej porze pojawiać się na dworcu. Robi tak przez wiele wiele lat nie wiedząc dlaczego pana nie ma -nie wiedząc że zmarł na zawał w czasie wykładów w innym mieście. Hachiko kocha i tęskni, wychodzi i czeka aż umiera na skwerku koło dworca ze starości-zasypia śniąc że profesor przyszedł po niego i bierze go na spacer na niebieską łąkę za Tęczowym Mostem. To bezpretensjonalna i wzruszająca opowieść o oddaniu, lojalności i tęsknocie" - Oto w kilku słowach streszczenie jednego z najpiękniejszych filmów opartych na prawdziwym zdarzeniu. …wzruszająca opowieść o oddaniu, lojalności i tęsknocie – tak, psy właśnie tak kochają – bezgranicznie są oddane, lojalne na całego a kiedy tęsknią to nie udają i nie na chwilę jak człowiek –kiedy tęsknią to często to bywa do końca psich dni.
    Każde rozstanie boli bardzo bo tak trudno dziś spotkać taką miłość oddanie wierność i lojalność -dlatego tak nam żal gdy nas zostawiają i odchodzą na tęczowy most. Ale jeśli pierwszy odejdzie człowiek -pies nigdy nie będzie rozumiał dlaczego już nigdy jego pana nie będzie przy nim....i pies będzie czekał i wyglądał....dlatego że pies zaufał człowiekowi a pies wie co to znaczy zaufać....

    OdpowiedzUsuń
  6. 19.12.2015r do Diany dołączyła Twoja, Nasza Tinka Siostro, przeszła na drugą stronę tęczowego mostu, tego w który tak wierzyłaś...teraz hasają po łące pełnej kwiatów za motylami, grzeją się w słońcu...są razem z Tobą...Opiekujcie się Sobą Nawzajem!
    Dziękuję Siostro...

    OdpowiedzUsuń