...czyli RĘKO?TWORY bez granic, wolna twórczość wszelakiego rodzaju,dokonana nie tylko ręką, ale duszą i każdym zmysłem pozwalającym odbierać świat...PODKARPACKIE, bo każdy ma swoją Małą Ojczyznę z której wyruszamy w podróż życia, co nie oznacza, że nie chcemy poszerzać naszych horyzontów, wręcz przeciwnie nasza droga jest kręta i otwarta na wszystkie sfery, obszary, napotkane miejsca i ludzi...ZAPRASZAMY!

środa, 14 stycznia 2015

PO SCHODACH DO NIEBA...



          
SCHODY DO NIEBA


…Na zachodni nasz zgiełk
We mnie budzi się zew
Moja dusza gdzieś pragnie się przenieść  
W myślach obraz mam ten:
W kręgach dymu, wśród drzew
Ludzie stoją, coś szepcząc do siebie


To mi daje do myślenia...

There's a feeling I get
When I look to the west
and my spirit is crying for leaving
In my thoughts I have seen
Rings of smoke through the trees
And the voices of those who stand looking
And it makes me wonder


O tym szepcze się, że
Gdy nas jeden złączy dźwięk
To pojawi się opamiętanie
Nowy zaświta dzień
Dla stojących wśród drzew
I rozlegnie się śmiech na polanie

And it's whispered that soon
If we all call the tune
Then the piper will lead us to reason
And a new day will dawn
For those who stand long
And the forest will echo with laughter



Niech Cię nie trwoży więc
Wśród zarośli szmer
To znak wiosennej jest odnowy
Tak, szlaki są przynajmniej dwa
I wciąż czas
Na to masz, by zmienić drogę…

If there's a bustle in your hedgerow
Don't be alarmed now
It's just a spring clean for the May queen
Yes there are two paths you can go by
But in the long run
There's still time to change the road…

                     Schody Do Nieba
              Stairway To Heaven  Led Zeppelin
 
Ulubiona  piosenka i język w którym powstała-angielski mojej  Ukochanej Siostry Lidii Górskiej , która 19.12.2014r odeszła po swoich schodach do Nieba…,  nagle w tragiczny, niewytłumaczalny dla mnie, dla nas sposób…pozostawiając  rodzinę na progu Nowego Roku, nowego, ciężkiego  życia  bez Niej, ale czy naprawdę bez Niej?
Ciężko zebrać myśli i pisać w tak trudnej chwili, ale potrzeba pisania jest silniejsza, potrzeba podkreślenia tego, jaką była Wspaniałą Siostrą, Szwagierką, Matką Chrzestną, Siostrzenicą a kiedy żyli Nasi Rodzice, Babcia, Córką, Wnuczką…Człowiekiem o niezwykłej wrażliwości na losy i krzywdę innych, także tych najmniejszych Braci- zwierząt.

 

Odeszła wraz ze swoją ukochaną psinką Tinką na którą przelała wielką, wręcz matczyną miłość, ale największą miłością darzyła ludzi a spośród nich swoją rodzinę, swoich siostrzeńców.
Wraz z Jej odejściem straciłam po raz drugi Matkę i Ojca, bo chociaż  była ode mnie starsza zaledwie o pięć lat, całe życie zastępowała mi Ich w trudnych, skomplikowanych kolejach naszego, pogmatwanego losu, dzieci ludzi drogi…ludzi cyrku…kiedy byłyśmy wychowywane przez Babcię, ale też w czasach, kiedy byłyśmy dorosłe i po kolei straciłyśmy Rodziców, zastępowała mi ich aż do końca.
Straciłam Prawdziwą, Jedyną Przyjaciółkę a wraz z Nią ramię, którym mnie i moje dzieci ciągle podtrzymywała i otaczała w biedzie i zawsze na co dzień. I chociaż wierzę, że to Ramię jest teraz Skrzydłem Anielskim, które mnie nie opuści…niewyobrażalnie, ciężko żyć…
Zamilkł telefon, który służył do zdawania codziennych relacji z całego dnia, kiedy nie mogłyśmy się spotkać, nie słychać już śmiechu, nie czuć ciepła bijącego ze słuchawki, nie ma troski o wszystko i wszystkich  z moich okien nie widać już światła w oknach Jej mieszkania  a wraz z nim zgasło poczucie bezpieczeństwa i sensu życia…
W dniu wypadku byłyśmy umówione na kawę, rozmowę, zwierzenia i jak zwykle w takim okresie ustalanie spraw związanych ze wspólną Wigilią, Gwiazdką, Świętami na co nie mogłyśmy się obydwie doczekać… musiała jeszcze tylko pójść ostatni dzień przed długo oczekiwaną przerwą świąteczną do „swojej” biblioteki i muzeum przy I LO, dopatrzyć wszystkiego, oddać dokumentację, skrzętnie dopracowywaną nawet w domu, to nic że opasłe tomiska były ciężkie i że nosiła je tam i z powrotem od dłuższego czasu…wywiązywanie się ze swoich obowiązków a zwłaszcza dotyczących pracy  zawodowej  stawiała zawsze na pierwszym miejscu, przed zdrowiem, rozsądkiem, własną rodziną, której nigdy nie założyła…kiedyś jako młoda dziewczyna chciała zostać archeologiem, i interesowała Ją historia starożytna, chciała podróżować po świecie, miała swoje marzenia, miłości, plany…poświęciła się rodzinie, Mamie, kiedy żyła i pozostała przy historii lokalnej, swojej małej ojczyzny…
Nie wypiłyśmy kawy, los chciał inaczej…tego poranka nieoczekiwanie weszła po swoich schodach… do Nieba, jestem tego pewna, bo wiem, że całym swoim życiem  budowała te schody i jak nikt zasłużyła aby zawiodły Ją do  Nieba.  Pan Bóg oszczędził Jej chore nogi i nie dał Jej wchodzić wysoko…Zabrał Ją do Siebie w wieku 54 lat.
Moja Siostra  była gotowa każdego dnia na Taką Drogę, gorąco i mocno wierzyła i modliła się za nas wszystkich!

 

 

„Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą
Zostaną po nich buty i telefon głuchy…
Nie bądź pewny, ze czas masz, bo pewność niepewna
Zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście…”
                          ks Jan Twardowski

Dziękuję Wszystkim za wyrazy współczucia i żalu!

 

pogrążona w bólu                                                               
 Irena Górska- Szreder

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz