...czyli RĘKO?TWORY bez granic, wolna twórczość wszelakiego rodzaju,dokonana nie tylko ręką, ale duszą i każdym zmysłem pozwalającym odbierać świat...PODKARPACKIE, bo każdy ma swoją Małą Ojczyznę z której wyruszamy w podróż życia, co nie oznacza, że nie chcemy poszerzać naszych horyzontów, wręcz przeciwnie nasza droga jest kręta i otwarta na wszystkie sfery, obszary, napotkane miejsca i ludzi...ZAPRASZAMY!

Wspomnienia pędzlem malowane...


                
Niezapomnianej Babci Julii  w podziękowaniu za wychowanie, przekazane wartości i życiowe prawdy, wspólne wędrówki i poznawanie piękna tego świata, za nasz dąb, który teraz rzuca wielki cień...popełniam tę książkę...

Zapraszam Was w podróż tworzenia, nie wiem jeszcze gdzie i jak daleko razem dojdziemy...

                                                                                          

                                              od autorki


„W wierzeniach wielu prymitywnych ludów dąb stworzony został jako pierwsze drzewo na świecie. A wyglądał całkiem inaczej niż te, z którymi się owi twórcy pierwszych religii spotykali na co dzień.

  Był przeogromny. Rozłożystą koroną wspierał całe niebo. W koronie tej, na najwyższych piętrach konarów i gałęzi, gnieździli się bogowie.Potężne korzenie natomiast, zapuścił dąb w ziemię tak głęboko, iż stanowiły filary piekieł. Pień tego dębu był niezniszczalny. Unicestwić go mógł tylko ogień boży, czyli piorun.

 W jednej  z naszych starych pieśni religijnych, śpiewanych na Podkarpaciu jeszcze w XIX wieku, mówiących o stworzeniu świata, nie ma jeszcze nieba ani ziemi, jeno morze sine, a w tym morzu stoją dwa potężne dęby.
 W biblijnym potopie, spuszczonym na ziemię przez Boga dla zatopienia wszelkiego zła i zło czyniących ludzi, w odmętach wód, które niosły z sobą wszystkie zrozpaczone stworzenia boskie, tylko dęby stały niewzruszone i w koronach swych dawały odpoczynek nieszczęśnikom przeznaczonym na śmierć przez utonięcie...
...Dąb, Quercus, należy do najstarszych drzew świata.”
                                                                        „Gawędy o drzewach”
                                                                            Maria Ziółkowska
Jak pisze dalej pani Maria Ziółkowska „Starożytni uważali dąb i za drzewo święte i za króla roślin...”
 dla mnie też to piękne, potężne drzewo ma wyjątkowe znaczenie i już na zawsze pozostanie głęboko w sercu, bo właśnie w jego korzeniach odnajduję swoje własne korzenie, a w jego cieniu wspomnienia z dzieciństwa, wspomnienia o tych których kocham, wspomnienie o kimś dla mnie wyjątkowym, kto poświęcił się dla mojego wychowania i sprawił, że jestem jaka jestem.
 Jest taki dąb, osesek w porównaniu z Baublisem, który rósł na Żmudzi, w majątku Dionizego Paszkiewicza a należał do drzew bliskich sercu Adama Mickiewicza, przez którego został wspomniany w IV księdze „Pana Tadeusza”.
 W porównaniu z Bartkiem , rosnącym między Samsonowem a Zagnańskiem, koło leśnictwa we wsi Bartków, mającym prawdopodobnie ponad tysiąc lat, chociaż dendrolodzy twierdzą, że znacznie mniej, mój dąb jest trzcinką na wietrze.
 Pamiętam dzień, kiedy sadziłyśmy z Babcią, w jej ogrodzie małą samosiejkę, która wtedy była właśnie taką trzcinką, a teraz, mając zaledwie jak na ten gatunek 40 lat, rozrosła się i daje spory, kojący w letnie upały cień.
 Pamiętam słowa Babci, wypowiedziane podczas wspólnego sadzenia drzewa: „ mnie już nie będzie, ale ten dąb, jak o niego zadbacie, wyrośnie na potężne drzewo w którego cieniu będziecie snuć wspomnienia, może też o mnie, o naszych wędrówkach, miejscach które wam pokazałam...chciałabym, żeby tak właśnie było...pamiętajcie o swoich korzeniach...bądźcie mocne i dumne jak dąb...nie dajcie się złamać...a mnie odnajdziecie zawsze tutaj w jego cieniu... ”
Te słowa zakodowały się w mojej głowie i wyryły w sercu na zawsze, teraz przekazuję je własnym dzieciom i piszę tę książkę, te wspomnienia dla nich, dla mojej rodziny, ale też dla Ciebie Drogi czytelniku. Jeżeli jesteś i wyniesiesz stąd choćby iskierkę nadziei, pocieszenia, poruszysz struny własnych wspomnień...to będzie znaczyło, że było warto.
Różne są na ten temat zdania, jedni twierdzą, że trzeba schować do kieszeni wspomnienia, że to sentymentalizm, romantyzm, że trzeba żyć dniem dzisiejszym, byle do przodu.
 Inni, że pisać powinni tylko profesjonaliści, wykształceni w tym kierunku, merytorycznie przygotowani, a kto do nich nie należy, nie powinien się za to zabierać.
 Są też tacy, co nie oglądając się na nikogo piszą to co im w duszy gra
z potrzeby serca, jednej chwili, impulsu, bo nagle jest im to potrzebne jak powietrze, bo nie potrafią bez tego już żyć...bo odnajdują w tym swój prawdziwy świat, swoje prawdziwe oblicze i nie obchodzi ich wtedy co ludzie powiedzą, nie obchodzi ich cały świat.
 Ja należę do tych ostatnich, siadam w cieniu mojego dębu, odnajduję tam przede wszystkim siebie...i piszę, piszę, piszę...
 Towarzyszy mi wiatr szumiący w rozłożystej koronie drzewa, który delikatnie tańczy z moimi  włosami, by nagle z wielką siłą potargać je bezceremonialnie i uspokoić się w jednej sekundzie. Po śmiałych szaleństwach wiatru nastaje cisza, ptaki nie ośmielają się jeszcze odezwać i słychać wtedy, głęboko  pode mną odgłosy spadającej wody, źródła nieprzerwanie bijącego tu od lat, gdzieś w korzeniach dębu...w moich korzeniach...
                        Część I
    Wspomnienia pędzlem malowane...

                                                                                                cdn.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz